Upadłość konsumencka krok po kroku: 400 tys. długu, plan spłaty i umorzenie zobowiązań

Upadłość konsumencka krok po kroku

Pan Janusz miał kiedyś bardzo proste marzenie: spokój. Bez telefonów z windykacji, bez
kopert z napisem „OSTATECZNE WEZWANIE DO ZAPŁATY”, bez wstydu przy okienku
na poczcie, kiedy znów musi zrezygnować z wysłania przelewu „bo i tak nie starczy”.

Jak się zaczęło – „przecież jakoś to będzie”

Janusz to facet po pięćdziesiątce. Pracuje od zawsze – nigdy nie był „kombinatorem”.
Kilkanaście lat temu wziął pierwszy kredyt gotówkowy, potem karta kredytowa, w
międzyczasie raty na sprzęt do mieszkania. Do tego doszły dwie chwilówki „tylko na chwilę,
do pierwszego”.
Każdy z tych długów z osobna wydawał się do ogarnięcia. Wszystkie razem – urosły do
ściany nie do przejścia.
Z czasem:
● jeden kredyt spłacał drugim,
● kolejne pożyczki brał na „rolowanie” starych zobowiązań,
● odsetki i opłaty rosły szybciej niż wypłata.
Na końcu wyszło, że łączne zadłużenie przekroczyło 400 000 zł.
A jedyne, co realnie posiadał, to:
● pensja 5 000 zł netto miesięcznie
● trochę starego sprzętu w mieszkaniu, który na licytacji i tak niewiele by dał.
Nie miał domu, nie miał auta na siebie, nie miał oszczędności. Miał za to:
● kilkunastu wierzycieli,
● komornika,
● i stałe poczucie, że „to się nigdy nie skończy”.

Ten moment, kiedy człowiek przestaje spać

Przyszedł taki dzień, że Janusz wyłączył budzik, usiadł na łóżku, spojrzał na telefon i… już
wiedział, co będzie:
● SMS z informacją o zaległej racie,
● kilka nieodebranych numerów „0-22…”,
● mail z „ponownym wezwaniem do zapłaty”.
Od wielu miesięcy nie był w stanie na bieżąco płacić wszystkiego. Co miesiąc wybierał,
komu zapłacić, a kogo „przetrzymać”. Myślał sobie:
● “zapłacę bankowi, bo straszy wypowiedzeniem,
● chwilówkę przełożę, najwyżej kolejne pismo przyjdzie,
● komornik i tak weźmie swoje z pensji.”
Ten stan mieszał w nim wstyd, złość i bezradność. Przestał odbierać telefony. Przestał
otwierać listy. Żył, jakby szedł z plecakiem pełnym kamieni, którego nie sposób zdjąć.

Pierwsza rozmowa w kancelarii – poczucie winy

W końcu ktoś z rodziny namówił go, żeby przyszedł do kancelarii i zapytał o upadłość
konsumencką. Janusz wszedł do gabinetu z jedną myślą: „Czy ja w ogóle mam prawo prosić
o umorzenie długów, skoro sam w to wszedłem?”
Na początku było dużo liczb – spis wierzycieli, zestawienie wszystkich umów, pisma z sądu i
od komornika.
Po paru dniach analizy wyszło czarno na białym:
● ponad 400 000 zł długu,
● brak majątku, który da się sensownie spieniężyć,
● stałe, stosunkowo niewysokie, ale regularne dochody: 5 000 zł netto,
● realne koszty utrzymania (czynsz, media, jedzenie, leki).
Kluczowe było to, że Janusz jest niewypłacalny – nie jest w stanie w przewidywalnym
czasie spłacić tych zobowiązań, nawet gdyby zacisnął pasa do granic.
Adwokat wyjaśnił mu:
● że upadłość konsumencka nie jest „nagrodą za długi”,
● tylko szansą na uczciwy, realistyczny plan wyjścia z sytuacji,
● oraz że sąd patrzy na człowieka z krwi i kości – z jego historią, zdrowiem,
możliwościami zarobkowymi.
Z pomocą kancelarii przygotowano wniosek o ogłoszenie upadłości, starannie opisując:
● historię zadłużenia,
● powody, dla których długi tak urosły (choroba w rodzinie, utrata pracy parę lat
wcześniej, kredyty brane w stresie),
● aktualną sytuację życiową i finansową.

Decyzja sądu – najpierw „stop” dla spirali długów

Sąd ogłosił upadłość Pana Janusza. To był pierwszy oddech ulgi:
● nowe egzekucje nie mogły już być wszczynane,
● toczące się postępowania zostały wstrzymane,
● zamiast kilkunastu windykacji i komorników pojawił się jeden syndyk, który
zaczął porządkować sprawę.
Nie było co sprzedawać – Janusz nie miał mieszkania ani auta. Jego jedynym „zasobem” była
praca i 5 000 zł miesięcznie na rękę.
Po zebraniu dokumentów, sprawdzeniu wierzycieli, rozeznaniu wydatków i możliwości
zarobkowych, przyszła najważniejsza część – ustalenie planu spłaty wierzycieli.

Upadłość konsumencka krok po kroku - plan spłaty – 4 lata po 500 zł

Sąd miał przed sobą prostą arytmetykę:
● długi: ponad 400 000 zł,
● zarobki: 5 000 zł netto miesięcznie,
● realne koszty życia: czynsz, rachunki, jedzenie, leki – wszystko policzone.
Po analizie uznał, że nie ma sensu udawać, że Janusz może spłacać po 1 500 czy 2 000 zł
miesięcznie – bo skończyłoby się to kolejną spiralą i omijaniem rachunków kosztem
podstawowych potrzeb. Sąd ustalił więc:
Plan spłaty na 4 lata (48 miesięcy), po 500 zł miesięcznie.
Co to oznacza w liczbach?
● 500 zł × 48 miesięcy = 24 000 zł – tyle Janusz realnie spłaci wierzycielom w
ramach planu spłaty,
● reszta zadłużenia – czyli około 376 000 zł – zostanie definitywnie umorzona po
wykonaniu planu spłaty.
Oczywiście 500 zł miesięcznie to dla Janusza realny wysiłek. Jednak przy dochodzie 5 000 zł
netto:
● zostaje mu jeszcze około 4 500 zł na życie,
● może normalnie opłacić mieszkanie, leki, jedzenie,
● nie musi wybierać między ratą a zakupem podstawowych rzeczy.
Dla wierzycieli te 24 000 zł to choć częściowe zaspokojenie roszczeń, lepsze niż lata
bezskutecznej egzekucji. Dla Janusza – konkretny, skończony plan zamiast bezterminowej
kary.

Jak wygląda życie Pana Janusza w trakcie planu spłaty?

Pierwsze miesiące były inne niż wszystko, co znał przez poprzednie lata:
● nikt nie dzwoni z numerów, których boi się odebrać,
● zamiast sterty czerwonych pism – korespondencja uporządkowana przez syndyka
i sąd,
● zamiast wstydu i uciekania – jasny harmonogram: 500 zł co miesiąc.
Janusz nauczył się:
● planować wydatki z góry,
● odkładać te 500 zł jako „nie do ruszenia”,
● nie sięgać po kolejne pożyczki, bo plan spłaty i tak nie pozwala na zaciąganie
nowych długów bez sensu.
Oczywiście nadal bywa trudno: psuje się pralka, trzeba kupić leki, czasem trzeba odmówić
sobie czegoś dodatkowego. Pierwszy raz od lat to on decyduje, a nie windykator czy
komornik.

Koniec planu – 4 lata później

Cztery lata minęły szybciej, niż się spodziewał. Przez ten czas:
● regularnie płacił 500 zł miesięcznie,
● informował sąd o swoich dochodach,
● nie zaciągał nowych, nierozsądnych zobowiązań.
Po 48 wpłatach przyszedł dzień, w którym sąd wydał postanowienie: Plan spłaty został
wykonany. Pozostałe niespłacone zadłużenie podlega umorzeniu. W praktyce oznacza to,
że:
● około 376 000 zł długów zniknęło z jego życia,
● wierzyciele nie mogą już go dochodzić,
● Janusz nie musi się obawiać, że za rok czy dwa ktoś znów wyciągnie starą umowę
sprzed lat.
Nie stał się bogaty, ale zyskał coś, czego przez lata nie miał:
● czystą kartę,
● możliwość planowania wydatków bez myśli „kto mnie jutro pozwie?”,
● poczucie, że jest „na zero”, a nie kilkaset tysięcy „pod kreską”.

Upadłość konsumencka krok po kroku - co jest najważniejsze w historii Pana Janusza?

Ta historia nie jest bajką. Jest bardzo blisko tego, co widzi się na co dzień w sprawach o
upadłość konsumencką:
● ogromne długi (tu: 400 000 zł),
● brak majątku,
● stabilna, ale wcale nie wysoka pensja (5 000 zł netto),
● i realistyczny plan spłaty – 500 zł przez 4 lata.
Najważniejsze w niej są trzy rzeczy:
1. Od pewnego momentu samemu się tego nie „odrobi”
Przy takim poziomie zadłużenia, bez upadłości, Janusz do końca życia żyłby z
komornikiem.
2. Sąd patrzy na liczby, ale też na człowieka
Nie każe spłacać 3 000 zł miesięcznie komuś, kto po opłaceniu rachunków miałby
na życie 200 zł.
3. Upadłość to nie nagroda, tylko nowy początek
Janusz przez 4 lata płacił konsekwentnie swoje 500 zł. W zamian dostał coś,
czego nie kupi się za żadne pieniądze: spokój i szansę na normalne życie bez
długu ciągnącego się z przeszłości.
Zastanawiasz się nad swoją sytuacją? Opisz nam ją w mailu i wyślij na
biuro@vindigo.com.pl. Zaproponujemy rozwiązanie.

adwokat Adam Pietrak

Adam Pietrak

Partner w Kancelarii Adwokackiej Vindigo Pietrak&Paździora Sp.p. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Studiów Podyplomowych Uniwersytetu Łódzkiego (Wycena Nieruchomości). Wpisany na listę adwokatów prowadzoną przez Okręgową Radę Adwokacką w Łodzi. Numer licencji: (LOD/Adw/1206)

Udostepnij post